piątek, 13 lutego 2015

Tam, gdzie czas płynie inaczej


"Utrata wspomnień to jak utrata części duszy."
Na swoje szesnaste urodziny Meghan dostaje wycieczkę do NigdyNigdy, krainy zamieszkanej przez Fae. Z takim prezentem można być prawie pewnym, że następnej rocznicy się już nie dożyje. 
 Meghan musi wytrzymać tak długo, by znaleźć młodszego brata i przyprowadzić go z powrotem do domu. Oczywiście nie jest sama. Towarzystwa dotrzymują jej przyjaciel Puck (tak, ten od Shakespeara), obciążony przysięgą Ash i Grimalkin - wielki, gadający, puchaty kot. Jest jeszcze wszystko, co kryje się w cieniu, obserwując, nigdy nie spuszczając z nich wzroku...
 Ta książka to podróż przez trzy królestwa - trzy zupełnie inne światy. Każdy z nich równie drapieżny i niebezpieczny. Kłamstwo jest niemożliwe. Każda obietnica to świętość. Uczucie to słabość. Dzień może okazać się wiekiem. Przyjaciel wrogiem. Tutaj nie ma miejsca dla niczego nieświadomej ludzkiej dziewczyny. Tym bardziej na jakikolwiek błąd. 
 Meghan musi nagiąć wszystkie granice i uwierzyć w to, co powinno być niemożliwe. Odkryje, że istnieją rzeczy, których utrata jest gorsza niż odebranie samego życia. Będzie musiała zadbać o to, żeby odkryć ich jak najmniej.

"Ale pamiętaj - za wiedzę trzeba zapłacić."
 Muszę przyznać, że to jedna z bliższych mi książek. Często sięgam po nią i po raz kolejny czytam ulubione fragmenty, choć minął już ponad rok, odkąd pierwszy raz wzięłam ją do rąk. 
 Jest dosyć lekka, akcja toczy się w czasach teraźniejszych, więc łatwo dociera do współczesnego czytelnika. Meghan to zwykła nastotoletnia dziewczyna, która chce zaimponować chłopakowi w szkole. Denerwuje ją to, że nie stać jej na technologiczne nowinki czy nawet nowe ubrania. Niczym się nie wyróżnia, ginie w tłumie, w szkole nikt nawet nie zna jej imienia. Cały czas czuje, że nie pasuje do reszty. Nudzi ją rzeczywistość, ale nigdy nawet nie myśli o tym, żeby zrobić coś, co mogłoby ją złamać. Jest po prostu normalna.
 Podoba mi się jej przemiana. Z kapryśniej, wiecznie niezadowolonej, czasem nawet płytkiej dziewczyki wyrasta na stanowczą i zdecydowaną osobę. Jej stare problemy takie jak brak komórki czy nieodwzajemniona miłość znikają, zastąpione ciągłym niepokojem i strachem o życie swoje i brata. Dręczą ją niepokojące sny, prześladują przedziwne istoty. Meghan uparcie dąży do celu, wiedząc, że nie tylko jej los został postawiony na szali. Nie jest wyszkoloną zabójczynią ani złodziejką. Nie zna nawet podstaw karate. Różni się od wielu bohaterek, które od dziecka należą do jakichś niesamowitych organizacji. Zostaje rzucona na głęboką wodę i z drobną pomocą musi walczyć o pozostanie na powierzchni. Podoba mi się to, że nie tonie.
 Wątek miłosny jest dosyć widoczny, choć skomplikowany przez wszystkie sprawy losu, przynależnośi i tak dalej. Wyjątkowo nie przeszkadza mi, gdyż stanowi ważną rolę w całości. Ash jest jednym z moich ulubionych bohaterów, intryguje mnie jego zbudowana osobowość. Owiewa go mgła tajemnicy i warstwa chłodu, dzięki którym nie mamy do czynienia z wyrośniętym chłoptasiem, ale mężczyzną, który widział i spowodował zbyt wiele. Pani Kagawa zastosowała kontrast, zestawiając ze sobą Asha i Pucka - zimę i lato, dwa kompletne przeciwieństwa, wbrew pozorom bardzo ze sobą związane. Stająca między nimi Meghan jeszcze bardziej uwydatnia zawart między nimi konflikt, który zastanawiał mnie od samego początku. Karty tej książki kryją wiele tajemnic.
 Jest jeszcze Grimalkin, w którym zakochałam się beznadziejnie i nieodwracalnie. Jego sarkazm, stoicki spokój i intelekt sprawiały, że niektóre wypowiedzi czytałam po kilkanaście razy. 
 Żeby ocenić tę książkę nie można przeczytać tylko pierwszego tomu. Obowiązkowo trzeba zajrzeć do reszty, zwłaszcza do Żelaznego Rycerza, w którym rozwianych zostaje najwięcej sekretów i zagadek dotyczących samego Asha. Seria Żelanego Dworu to nie należy do popularnych, nie znam nikogo poza mną, kto by ją przeczytał. Nie gościła na półkach w moim lokalnym Empiku. Dziwi mnie to, biorąc pod uwagę tytuły, które znajdują się obecnie na listach bestsellerów. Nie twierdzę, że kryje się za nią specjalny przekaz czy szkoła życia. Zafascynowała mnie sama  historia. Ewolucję bohaterów obserwuje się lepiej niż Simsy. A styl pisania Julie Kagawy bardzo przypadł mi do gustu. Ta pozycja podnosi wymagania w kategorii książek o Fae. 

P.S. Zwiastun niespecjalnie mi się podoba i nie wyjaśnia właściwie nic, ale wstawiam żeby był;)





0 komentarze:

Prześlij komentarz