"Światło i mrok. Życie i śmierć. Gdzie jest moje miejsce?"
"Najprawdziwszym złem na świecie są czyny człowieka."
"Nie będę się bać." Te słowa towarzyszyły Celeaenie Sardothien przez ostatni rok jej życia, od rana do zmroku, od zmierzchu do świtu. Z kopalni soli w Encdovier nie wyniosła jedynie blizn po biczowaniu znaczących jej plecy, otrzymała również te głęboko zakorzenione w jej sercu, nawiedzające ją z każdą chwilą, nie pozwalające zmrużyć oka.
Odebrano jej wszystko, nie zależy jej na niczym. Nawet przetrwanie kolejnego dnia zaczyna stawać się dla niej czymś odległym, nieistotnym.
Zakapturzony mężczyzna z królewskimi emblematami na mundurze może okazać się jej nadzieją na nowe życie. Zwłaszcza, kiedy otwiera usta i oznajmia, że przyszedł ją uwolnić.
Celaena dostaje propozycję rozkaz - udział w królewskich zawodach lub powrót do dożywocia. Decyzja wydaje się prosta. Wydaje się.
Bo co, jeśli król organizujący turniej jest tyranem niezdolnym do odbierania jakichkolwiek ludzkich uczuć?
Zabójczyni musi wybrać między jedną sytuacją bez wyjścia a drugą. W obu z nich największe prawdopodobieństwo stanowi śmierć. Tu już nie chodzi o honor, nadzieję czy rozsądek.
To odebrano jej dawno temu. Chodzi o zemstę, której pragnie odkąd przekroczyła granice. Nie tylko te w Endovier.
Bo pozostaje jeszcze pytanie:
Jak straszną zbrodnię trzeba było popełnić, by wylądować na dożywociu w jednym z najokrutniejszych więzień świata? I dlaczego ośmieliło się zrobić coś takiego?
"Mam mózg po to, aby osądzać i budować opinie."
Znowu: jeśli ktoś oczekuje subiektywnej opini, to lepiej niech od razu to wyłączy, teraz nawet prędzej niż zwykle. Bo ostrzegam, to jedna z moich ulubionych książek, co oznacza, że trochę się nad nią popastwię.
Cud, miód i orzeszki. Tylko tak mogę to skomentować.
Odkąd przeczytałam tę książkę i poznałam Celaenę, przeszłam na zupełnie nowy poziom (i nowe wymagania), jeśli chodzi o książki fantasy. I w ogóle książki.
Zacznijmy od głównej bohaterki. Chyba nikogo już nie zdziwi to, że jestem w niej bezgranicznie zakochana. Silna. Uparta. Odważna. Zniszczona, skrzywdzona i oszukana, jednak wciąż zdolna do kochania, śmiania się, nawet zaufania. Jakimś cudem pani Sarze udało się połączyć to wszystko, jednocześnie nie robiąc z tego szablonu, prostoty, schematu, którego nikt nie chciałby czytać.
Od tamtej pory, gdy widzę gdzieś słowo "Assasin", chwytam to, cokolwiek by to nie było i biegnę do kasy. Chyba szukam czegoś, co mogłoby dorównać Szklanemu Tronowi i ukochanej Celaenie.
Ze smutkiem muszę przyznać, że jeszcze mi się nie udało.
"Przeżyła Endovier, jednak wciąż była zdolna się śmiać."
Wiecie, co w tej książce chwyciło mnie i nie chciało puścić?
Miłość Celaeny do błyskotek.
Ona kocha wytworne suknie. Kocha biżuterię. Kocha wymyślne fryzury, kocha bale, przyjęcia i dobrą zabawę. Kocha tańczyć, flirtować i poznawać ludzi. Kocha piękno.
Jest moim dokładnym przeciwieństwem. Sama nienawidzę tego wszystkiego, a jednak potrafię ją zrozumieć. Potrafię spojrzeć na świat turkusowym okiem dziewczyny, która przeżyła to, co przeżyła, siedząc w różnych rodzajach niewoli; czy to we wspomnianym Endovier czy w Gildii Zabójców Arobynna. Ona nadal potrafi dostrzegać tę lepszą stronę świata. Nadal potrafi cieszyć się, gdy dostanie ciasto czekoladowe czy psa. To coś niesamowitego.
Sama akcja również bardzo wciąga. Początkowo wszystko kręci się głównie wokół królewskiego turnieju, do którego osłabiona ciężką pracą i głodem Celaena musi się ostro przygotować. Później jednak na jaw wychodzą inne wątki, których tematyki zdradzić na tym etapie nie mogę, ale powiem tylko, że z czasem stają się nawet bardziej zajmujące niż zjazd wszystkich najlepszych morderców w kraju. A to chyba coś mówi.
"Wkrótce zasnął, lecz przez całą noc widział we śnie dziewczynę która patrzy na gwiazdy, oraz gwiazdy spoglądające na dziewczynę."
Wątek miłosny przedstawiony został w postaci trójkątu, a przynajmniej tak to wygląda dla kogoś, kto książki jeszcze nie czytał. Dorian - Chaol - Celaena, książę, zabójczyni i kapitan straży. Niby to proste, niby nieskomplikowane, a jednak nie wyjaśnię tego teraz, bo po prostu nie wiem jak. Wszyscy z tej trójki zostali kiedyś na swój sposób skrzywdzeni, więc teraz mają poważny problem z ufaniem ludziom. Każde z nich nie do końca rozumie swoje uczucia, co wiąże się oczywiście z ukrywaniem ich. Jest to jednak tylko dopełnienie, muśnięcie pędzelka na całym obrazie i nawet mnie, która za romansami nie przepada, trudno jest sobie wyobrazić tę lekturę bez odrobiny miłości.
"Czy ty kiedykolwiek robisz coś innego od czytania?"
Samo zakończenie przyprawia o dreszcze i pozostawia niedosyt, który uzupełnić można jedynie drugim tomem. Na koniec wspomnę jeszcze o zamiłowaniu Celaeny do książek, kiedyś czytała bardzo dużo i urzekła mnie jej radość, gdy odkryła, że może robić to znowu. To samo w sobie czyni z niej wartościową i godną uwagi bohaterkę. Także... Kończę mój wywód, wybaczcie jego długość, chciałam jak najlepiej oddać klimat i problematykę tej książki. I tak pominęłam mnóstwo rzeczy, napisałam o tych najistotniejszych, więc sami widzicie, jak rozbudowana jest ta lektura. O dziwo, nie przyprawia o zawroty głowy i nie zostawia nas w ciemnym lesie, pędząc dalej z własną akcją.
Polecam, polecam bardziej niż czekoladę Wedla. Bardziej niż kakao Nesquika.*
Uczciwie mogę powiedzieć, że jak na razie to moja ulubiona ze zrecenzowanych tu książek.
~ Luck
* Audycja zawierała autolokację produktu.
P.S. Zwiastun, zwiastun, zwiastun :)


0 komentarze:
Prześlij komentarz