![]() |
| "Black Ice" Becca Fitzpatrick |
- Wybacz, kochanie, ale już w nim jesteśmy."
Jaka jest lepsza pora na utknięcie samochodu w miejscu, o którym świat zapomniał?
Oczywiście śnieżyca.
Taki los na loterii wygrały Britt i Korbie, jadąc na krotkie wakacje do Idlewidle, górskiej posiadłości rodziców jednej z nich. Britt postawiła sobie za wyzwanie przejście z plecakiem cały łańcuch górski Tenton. W efekcie skończyła w zaspie.
A mogła wybrać Hawaje.
Los uśmiecha się do nich (z ironią), gdy niecałą godzinę drogi od porzuconego jeepa znajdują zamieszkałą chatkę. Drzwi otwierają dwaj przystojni chłopcy. Lepiej być nie mogło.
Tak przynajmniej wydaje im się, póki młodzi gentelmeni nie wyciągają broni.
Na szczęście nie są psychopatycznymi mordercami, czerpiącymi przyjemność ze związywania zagubionych dziewczyn. Nic z tych rzeczy. Panowie chcą tylko zaproponować im pewien... układ.
Jak zdradza opis zamieszczony z tyłu książki i intuicja, Britt przystaje na ich warunki i zgadza się wyprowadzić ich z gór. Jeszcze przed świtem wcieli się w rolę zakładniczki i wyruszy w ciemny las z dwoma nieznajomymi porywaczami. Oni mają pistolet. Ona zdrowy rozsądek.
W tej beznadziejnej sytuacji wszystko, co ma to kłamstwa, rozum i dodająca sił nadzieja, że Calvin, brat Korbie, a były chłopak Britt w końcu je odnajdzie.
Ale czas leci, zbiedzy się niecierpliwią, a odsieczy brak.
Wyjeżdżając z domu, Britt nie sądziła, że jej kilkumiesięczny trening i zaradność będą jedynym, co pomoże jej w utrzymaniu przy życiu. A przynajmniej ma nadzieję, że tak będzie.
"- Nienawidzę cię.
- Tak, to już ustaliliśmy. Chodźmy."
W tym sezonie autorzy jakoś dziwnie uczepili się motywu śnieżnej zamieci, dziwnych zbiegów okoliczności i nastolatek uwięzionych w jednym budynku z (zazwyczaj przystojnymi) chłopakami.
Becca Fitzpatrick również postanowiła się w niego zagłębić, tworząc postać Britt, śmiałej, zapartej i poradnej dziewczyny z Idaho. Dorzuciła jej też płytką koleżankę, której niewyparzona buzia się nie zamyka i dwóch, (a właściwie to trzech, bo gdzieś tam jest jeszcze Calvin) chłopaków, oczywiście atrakcyjnych, starszych od niej i na swój sposób pokręconych.
A spróbuj, człowieku, szukać takiego zestawu w realnym świecie.
Wracając do tematu, już na około pięćdziesiątej stronie dziewczyny siedzą związane, z pistoletem wycelowanym w różne ważne części ciała. Britt się denerwuje, Korbie nie zamyka, a Shaun i Mason, bo tak brzmią imiona naszych dwóch kryminalistów, mają ich po dziurki w nosie.
Jednak ktoś musi im pomóc wydostać się z gór. I tu reflektor kieruje się z powrotem na Britt - słabo doświadczoną, ale jednak, traperkę, znającą te góry jak własną kieszeń.
Po kilku kłótniach i groźbach, wielka trójka w końcu wychodzi w zamieć, zostawiając, (dzięki Bogu) "chorą na cukrzycę" Korbie w domu. Alleluja.
Później jest już standard. Idą i idą, i idą, znajdują chatkę, znowu gdzieś idą.
Po pewnym czasie główną bohaterkę dopada syndrom sztokholmski i zaczyna ciągnąć ją w stronę jednego z dwóch panów. Mason od początku wydawał jej się inny i mimo, że z początku próbowała flirtować z Shaunem (kiedy jeszcze nie wiedziała, że jest zbiegłym kryminalistą), to teraz swoje zainteresowanie skupia właśnie na wysokim szatynie. Żeby było ciekawiej, sama zaczyna się o owy syndrom podejrzewać, jednocześnie wracając myślami do swojego byłego, który według jej pokręconego serca wcale nie jest były i wołając jego imię przez sen. Czasami nawiedzają ją wspomnienia związane z nim, jej ojcem czy Korbie. To właśnie one najbardziej przyciągnęły moją uwagę.
"Jezus kazał przebaczać bliźnim, ale w niektórych przypadkach dopuszczalne są chyba odstępstwa od tego przykazania."
Powiem tak: Nie lubię Cala, nie znoszę Korbie, Britt często mnie denerwuje. Mason ma swoje momenty, jednak z biegiem czasu coraz częściej zaczyna robić się po prostu mdły. Światełkiem w tunelu bywa Shaun, ale to może być wina mojego wrodzonego zamiłowania do czarnych charakterów.
W całości troszeczkę dopatruję się "Szeptem", Britt przypomina Norę, Kelsey jest jak tysiąc razy bardziej denerwująca Vee, Mason bywa jak Patch, który postanowił zostać artystą i zaczął miewać melancholijne napady. Momentami wydawało mi się, że pani Becca próbowała z niego zrobić kogoś na kształt Jeva - mrocznego, tajemniczego, z pozoru nieprzeniknionego, ale... Ale. Nie zawsze jej się to udawało
Nie twierdzę tutaj, że historia jest taka sama, bo nie jest, ale dopatrzyłam się znanych charakterów w wymienionych wyżej postaciach. Może to po prostu ich nowa odsłona?
Britt czasem wydaje się płytka, najczęściej na samym początku i we własnych wspomnieniach, ale w ekstremalnych sytuacjach potrafi się zdyscyplinować i sprytnie wybrnąć z najcięższych kłopotów.
To ratuje ją w moich oczach, jednak ze smutkiem przyznaję, że Korbie nie pomoże już nic. Może po prostu nie lubię zadufanych, stereotypowych dziewczynek? Albo denerwuje mnie jej wiecznie niezamykająca się buzia i nijaki charakter. Nie wiem. W każdym razie nie przekonałam się do niej do końca książki.
Wbrew pozorom, fabuła nie okazuje się całkowicie banalna. Wiele się nie dzieje, ale nie jest też nudno. Powiedziałabym: stabilnie. Serce zaczyna bić dopiero na sam koniec, kiedy Britt wykazuje się bystrością i orientuje o rzeczach, które przeciętny czytelnik wie, albo chociaż podejrzewa od dawna. Wtedy zostajemy zbombardowani wieloma zwrotami akcji naraz i naprawdę zastanawiamy się, co będzie dalej. Tak to przynajmniej wyglądało w moim przypadku.
Podumowując, nie będę wspominać tej lektury jakoś szczególnie czule, ale nie powiem też, że żałowałam czytania jej czy mi się nie podobała. Ma swoje mocne strony takie jak wątek kryminalistyczny, skłaniający do myślenia i zadawania pytań. Parę razy pojawia się motyw trzech dziewczyn zamordowanych w tajemniczych okolicznościach i to własnie ta jedna rzecz trzyma w napięciu. Słabo, bo słabo, ale zawsze.
Nie polecam jej zagorzałym fanom kryminałów i powieści detektywistycznych, bo gwarantuję, że nie zaspokoi ich wyrafinowanych potrzeb, ale jeśli ktoś szuka lektury do poduszki lub lekkiej pozycji na chłodne, zimowe wieczory, to książka właśnie dla niego. Szału nie ma, głowy nie urywa, ale dostarcza nowej historii. Kto wie, może kogoś nawet zainspiruje?
~ Luck
P.S. Zwiastun zakrawa na trailer horroru i jest trochę przydługawy, ale oczywiście go wrzucam, no bo jak. Swoją drogą, cieszę się, że nie zmienili tytułu na jakieś "Czarne Dni", "W śnieżnej pułapce" czy jeszcze coś innego. Oryginał zawsze najlepszy :)












