sobota, 4 kwietnia 2015

Keep Calm and Carry On

"Fangirl"
Rainbow Rowell
"Uśmiechanie się jest kłopotliwe. Dlatego tego nie robię."
 Historia cichej, aspołecznej studentki, której jedynymi przyjaciółmi są jej laptop i książki?
Nuda.
 Historia cichej, aspołecznej studentki, która w wolnych chwilach pisze gejowskie fanfiction o dwóch czarodziejach?
Już niekoniecznie.
Poznajcie Cath. Cath nie lubi ludzi. Nie lubi z nimi rozmawiać, patrzeć na nich, nawet przebywać w ich obecności. Jest zamknięta w sobie, otwiera usta tylko po to, żeby na kogoś nawarczeć. Kiedy się nie uczy, siedzi z nosem w książce albo nabija tysiące słów na klawiaturze swojego peceta.
A potem przychodzi Reagan. A z Reagan przychodzi Levi.
 Po poznaniu ich Cath nadal siedzi z nosem w książce, nabijając tysiące słów na klawiaturze swojego peceta, ale... To już nie jej jedyne zajęcie.
 Po podniesieniu oczu znad kartek lub ekranu odkrywa, że otacza ją... świat. I że może nie jest on tak beznadziejny, jak jej się do tej pory wydawało.

"Mówię ci. Mam obsesję na punkcie Carry On. Mam wrażenie, że zaraz stanie się coś wielkiego."
 Książki takie jak te zaliczam do opowieści o niczym. Poważnie. Zero smoków, zero bitwy na miecze... No to o czym, na litość boską, może to być?
 Smoków co prawda nie ma, okay. Ale ich brak nadrabiają wybuchające króliki. I, wbrew pozorom, między rozdziałami kryje się magia. I Simon Snow.
 Wyobraźcie sobie blond Harrego Pottera, który trafia do pokoju z hybrydą Draco Malfoya, Snape'a, Toma Riddla i wampira. Który na dodatek jest gejem.
Przebój gwarantowany.
Tylko dlaczego gadam o czymś takim w recenzji książki, która podobno miała opowiadać o wielkiej królowej nerdów?
Ano dlatego, że główna boahterka takąże (nie wiem, czy takie słowo istnieje, pewnie nie, ale mi się podoba, więc zostaje) historię pisze.

"- Mają burgery wielkości twojej pięści. (...) Zaciśnij dłoń w pięść.
Zrobiła to.
- Większe niż twoja pięść."
 Mam nadzieję, że nie odstraszyłam ludzi potencjalnie zainteresowanych tą książką moim jakże entuzjastycznym opisem fanfica Cath. Wszystkich znudzonych przepraszam, Musiałam się wyżyć.
W każdym razie, wracam do fabuły.
Cath+Levi= Wielka Miłość
Nic z tych rzeczy.
 Jedynym doświadczeniem miłosnym Cath jest jej były chłopak Abel (tak, Abel), którego jej siostra  lubi nazywać stołem. Także zrozumienie, że Levi tak naprawdę nie jest chłopakiem jej współlokatorki, Reagan (którą, swoją drogą, kocham nad życie), ale jego status to singiel i może przejawiać jakiekolwiek zainteresowanie jej skromną osobą, zajmuje jej 3/4 książki.
I to nie tak, że przez trzysta stron nic się nie dzieje, a potem BUM! - książka ze spokojnej i stabilnej zmienia się w bezlitosne, naładowane czułymi słówkami porno.
Wszystko jest jak było, jedyna różnica polega na tym, że teraz Cath pozwala Leviemu trzymać się za rękę trochę częściej.
 Istotną rolę odgrywa tu rodzina. Przez rodzinę rozumiem tatę i siostrę, bo nikogo więcej nie ma. Jednak nie dajcie się zwieść niskiej frekwencji - te dwie osoby pochłaniają zaskakująco duży procent fabuły.
 Poza tym to pierwsza książka, jaką miałam okazję przeczytać, której główna bohaterka ma klona.
Wren - bo tak na imię ma jej siostra bliźniaczka - jest jej dokładnym przeciwieństwem.
Tak naprawdę, Cath i Wren tworzą Catherine - całość złożoną z dwóch połówek. Spokojnej, cichej, długowłosej samotniczki - Cath i zbuntowanej, kochającej zabawę, obciętej na boba - Wren.
Kiedyś nie do rozdzielenia, teraz widują się zaledwie parę razy w tygodniu.
 Kartka po kartce, obie przechodzą swojego rodzaju przemianę, jedna bardziej drastyczną i widoczną od drugiej. Na zasadzie kontrastu obrazują podejście dwóch zupełnie różnych i prywatnych światów do jednego, wspólnego.

"Ależ my rozmawiamy. Ona mówi: "Czy mogłabyś otowrzyć okno? A ja na to: "Ależ oczywiście." Albo, "Hej". Wymieniamy "heje" codziennie. Czasem nawet dwa razy dziennie."
 Książka naładowana humorem, sarkazmem i dużą, dużą ilością Simona Snowa (sorry). Czytelnikowi pozwala podejrzeć ewolucję (choć nie całkowitą) Cath i zmianę jej podejścia do świata. (No i Simona Snowa). Sama bardzo dobrze rozumiałam główną bohaterkę, bo, nie oszukujmy się, moje życie wygląda podobnie. Też piszę, też nie lubię ludzi i dzielę jej sceptyczne nastawienie do świata. Jedyna różnica jest taka, że nie chodzę na studia tylko do gimnazjum i mam dobry wzrok. Poza tym praktycznie niczym się nie różnimy.
 Jeśli szukacie lekkiej książki o codziennym życiu (i świetnego fanfica o Simonie Snowie), powinniście sięgnąć po Cath. W końcu musiał być powód, dla którego o drugiej w nocy siedziałam na tumblerze, przeglądając galerię rainbowrowell.
(Widzicie? Jesteśmy takie same.)
Polecam w całej swojej nerdowskiej chwale.

P.S. NO WRESZCIE. Mogę. No więc szybko; na prośbę fanów i z inicjatywy własnej, Rainbow Rowell postanowiła wprowadzić fanfic o Simonie Snowie w życie. I tak oto powstało Carry On. Czekamy na 6 paćdziernika, moi drodzy ^^

P.P.S. Bardzobardzobardzobardzo przepraszam za moją długą nieobecność. Olimpiady, projekty gimnazjalne i inne duperele dąły mi w kość. Obiecuję poprawę i w próbie udobruchania wrzucam zwiastun.






0 komentarze:

Prześlij komentarz