wtorek, 10 lutego 2015

Czerwona jak krew - czyli dlaczego Luck nie śpi po nocach


"Każdy może być zdradzony przez każdego"
 Życie w tym królestwie jest proste. Albo jest się Czerwonym, albo jest się Srebrnym. Albo jest się żałosnym szczurem z marginesu społecznego, albo opływa się w luksusach.
Chyba że jest się Mare Molly Barrow. 
Ona niczego już nie jest pewna. Odarta z dawnego życia zostaje zmuszona do zaręcznyn z młodszym księciem, wmanipulowana w świat pełen intryg, oszustw i kłamstw, wciągnięta w grę, która nie ma zasad, z której nikt nie może wyjść żywy. W której każde, nawet najmniejsze potknięcie oznacza śmierć. Powolną i bolesną.
Czerwona mieszkanka lokalnej wsi. Członkini Szkarłatnej Straży. Narzeczona księcia. Dziewczyna o niezwykłych możliwościach, których nie powinna posiadać.
Nazywajcie ją jak chcecie. Jej i tak jest wszystko jedno. Została złamana. Zdradzona. Zniszczona.
Ale nie przestanie walczyć. O, nie.
Bo kiedy Powstanie, Czerwona Niczym Świt, świat nauczy się jej bać.

"Tak piękny, jaki ten świat jest, jest równie niebezpieczny."
Jest 2.10 w nocy. Skończyłam czytać te książkę 15 minut temu. 10 leżałam zwinięta w kłębek, próbując zrozumieć, co sie właśnie stało. 5 męczyłam przyjaciółkę, rozpaczając nad tym, co przed chwilą przeczytałam. Ostrzegam, że moja opinia może nie być subiektywna.
Ale zacznijmy od początku.
Wyobraźcie sobie, że jesteście na roller-coasterze. Jedziecie sobie spokojnie w górę. Nagle robi się stromo. Macie to dziwne uczucie w brzuchu, kiedy kolejka ciągnie Was w ku niebu, coraz bardziej kusząc grawitację. Na szczycie tory ustawione są całkiem pionowo. Powoli, powoli wjeżdżacie na górkę, przechylacie sie przez krawędź... i lecicie w dół. I w tym momencie odpinają się Wam pasy.
Tak właśnie czułam się, czytając Czerwoną Królową.
Z początku względnie spokojnie, ale cały czas ma się to przeczucie, że zaraz coś się stanie. Później wydarzenia nabierają tempa. Stan jeszcze nie jest krytyczny, ale dzieje sie dużo. Robi się coraz bardziej niebezpiecznie, nabieramy coraz więcej niepewności, podejrzeń. A potem docieramy do punktu kulminacyjnego, który czytamy pięć razy, bo za pierwszymi czterema uniemożliwił nam to atak hiperwentylacji. A potem jest epilog.
A potem jest koniec i Wielka Depresja.

  A teraz tak na poważnie.
Śmiało mogę powiedzieć, że to jedna z najlepszych książek dystopijnych, jakie czytałam kiedykolwiek. Albo w ogóle jedna z najlepszych książek. Kiedy to piszę, do polskiej premiery Czerwonej Królowej zostało jeszcze 6 dni, 21 godzin i 37 minut. Miałam czekać aż do moich drzwi zapuka kurier z przedpremierowo zamówioną książką i przeczytać ją dopiero 18 lutego.
Nie wytrzymałam.
Winę zrzucam na excerpt, który przeczytałam znacznie wcześniej. Pozostawił mnie w głębokiej niepewności, z którą musiałam żyć aż do premiery. 
 Główna bohaterka jest jedną z tych silnych. Mocnych. Walecznych. Nie chce ukłonić sie królowi, którego nie uznaje jako swojego władcy. Nie chce poślubić księcia, którego nawet nie zna. Nie chce dać się zabić.
Jest jedną z takich bohaterek, na których wzoruję moje własne. I z których sama chcę brać przykład.
 Wątek miłosny jest nikły i mimo tak ostatnio popularnego trójkąta nie przysłania całej reszty, jak to bywa w niektórych książkach. Gra za to wielką rolę w rozwiązaniu całej akcji, stanowiącym największą chyba niespodziankę w tym tomie.
 Tak naprawdę to jedna z trudniejszych recenzji, które do tej pory pisałam. Nie wiem, jak ubrać to w słowa tak, żeby nie zdradzić ani jednego z licznych sekretów kryjących się na stronach Czerwonej Królowej, które sprawiły, że serce dudniło mi w piersi, a ręce się trzęsły.
  Polityka. Miłość. Śmierć. Kłamstwa. Manipulacja. To wszystko, przeplecione ze sobą stwarza obraz niebezpiecznego świata, pod wieloma względami tak podobnego do tego, który widzimy za oknem.
Upośledzenia związane z pochodzeniem, sposobem życia, a nawet kolorem krwi. Władza sprawiedliwa tylko dla jednej ze stron, czasem nawet dla nikogo oprócz siebie. To świat, w którym nie liczą się pojedyncze jednostki. To świat, w którym trzeba poświęcić słabych dla dobra ogółu. 
W którym rodzi się fala buntu, równie żywa i skora do działania jak niebezpieczna.
Otwierając Czerwoną Królową, zostajemy wciągnięci w niebezpieczną "zabawę", ciągnącą za sobą setki ofiar. I nawet, jeśli myślicie, że jesteście gotowi i że już nic Was nie zaskoczy - zaufajcie Victorii Aveyard. Nie zawiedzie Was.
~Luck

P.S. Oczywiście podrzucam zwiastun. Bardzo spodobał mi się oryginalny sposób, w jaki został zrobiony. W swojej prostocie wyraża więcej niż tysiąc słów :)
P. P. S. Jest jeszcze piosenka ułożona specjalnie do książki przez... Polaków. Naprawdę warto wczuć się w melodię i wsłuchać się w tekst, bo sprawia, że przechodzą dreszcze :)




0 komentarze:

Prześlij komentarz