piątek, 22 maja 2015

Tańcząca z duchami

"Mara Dyer. Tajemnica."
Michelle Hodkin





"Koszmary senne i halucynacje stają się moją nową rzeczywistością"
 Wydawałoby się, że śmierć najlepszej przyjaciółki jest najgorszym, co można sobie wyobrazić. Że życie ma w sobie jakąś dozę współczucia, jakiś nikły ślad człowieczeństwa. Że po doświadczeniu tak strasznym nie obarczy jeden osoby serią innych, każdym gorszym od poprzedniego.
 Przypadek Mary Dyer zaprzecza wszystkim tym przypuszczeniom.
 Zaczyna nowe życie, ucieka od przeszłości, której nie chce pamiętać. Początkowo wszystko układa się dobrze. Odnajduje się w szkole, zdobywa przyjaciela.
Wtedy zaczynają się koszmary. Wizyty ludzi, którzy nie powinni już chodzić po tym świecie. Głosy. 
 Mara zostaje wciągnięta w podchody z czymś, co nie ma prawa istnieć. W jej otoczeniu zaczynają dziać się rzeczy, które nie mają prawa się wydarzyć. Zaczyna gubić się w sprawach, których nie ma prawa zrozumieć.
 A skoro nie potrafi tego powstrzymać, musi nauczyć się z tym żyć. Udawać, że wszystko jest w normie i nie mówić nikomu. I, co najtrudniejsze (i najważniejsze zarazem), nie stracić zmysłów.

"Balansowałam na granicy koszmaru i pamięci, niezdolna rozstrzygnąć, co jest czym."
 Nowe życie, nowa szkoła, nowi ludzie, bla, bla, bla. Ja wiem, że w pierwszych zdaniach moich recenzji zbyt często pojawia się cząstka blabla, ale to nie moja wina, że wszyscy uwzięli się na schematy.
Tylko większość takich książek zaczyna się od momentu przeprowadzki.
Tu jest inaczej. 
Wraz z przeprowadzką wszystko się kończy. Zamyka się rozdział przeszłości, która kryje w sobie zdarzenia zbyt straszne, by chcieć je pamiętać.
 Od pierwszego dnia w nowym prywatnym collegu dla egocentrycznych snobów z Marą dzieje się coś dziwnego. Zdefiniuj coś dziwnego.
Otóż w najbardziej przypadkowych momentach widzi i swojego tragicznie zmarłego chłopaka, Jude'a. Słyszy głos wołający jej imię, mimo że kiedy się odwraca, nikogo tam nie ma. Zaczyna mieć przebłyski pamięci, którą utraciła w wyniku szoku posttraumatycznego. 
Podsumowując, Mara widzi rzeczy, których nie ma. Wyobraźcie sobie idącą korytarzem dziewczynę, która nagle dostaje ataku histerii. Mamrocze coś o spadającym jej na głowę suficie.
Mówcie, co chcecie, ale większość ludzi nie potraktowałaby jej poważnie. Zwłaszcza, jeśli jest nowa.
Oczywiście w każdej tomiszczu, którego akcja toczy się w szkole, koniecznie musi pojawić się motyw pięknej i powabnej gnębicielki, której obiektem zainteresowania jest właśnie główna bohaterka. 
No i co to za książka bez super-hiper przystojnego, pewnego siebie i sarkastycznego boga z ciałem Adonisa i brytyjskim akcentem (Mara z uporem maniaka myli słowa "angielski" i "brytyjski", czym notorycznie doprowadza mnie do szału. Spróbujcie pomieszać angielski ze szkockim i walijskim, Zobaczymy, co Wam wyjdzie). Jak się można było spodziwać nasz książkowy przystojniaczek dzieli obiekt zainteresowania z wcześniej wspomnianą przysłowiową blondi (uznaję się za hipokrytkę, używając metafor o blondynkach, jednocześnie będąc jedną i nie znosząc, kiedy używają ich inni), ale pod zupełnie innym kątem. W efekcie zaczyna być nieznośny i wiercić jej dziurę w brzuchu poprzerabianymi fragmentami wierszy i swoim oślepiająco białym uśmiechem. W tym momencie przyznaję dodatkowe punkty Marze, bo (o dziwo) nie rozpływa się u jego stóp od razu, twierdząc, że po swoich ostatnich doświadczeniach miłosnych nie rozumie, jak wymiana śliny z kimkolwiek może być przyjemna. Ich relacja opiera się nie na czułych słówkach, ale na zrozumieniu. Przeciwników uroczych czarusiów uprzedzam: nie zniechęcajcie się, Noah jest o wiele bardziej złożoną postacią, niz mogłoby się wydawać.

"Gniewna, wycofana, introwertyczna emoindywidualistka, która przygląda się wszystkiemu z boku, rysując liście zwiewane z nagich gałęzi i..."
 Nie mogę określić tej książki jako lekka. Nie mogę również powiedzieć, że jest szczególnie spomplikowana i zawiła. W skali od 1 do 11 zawiesiłabym ją gdzieś pomiędzy, w okolicach 6 czy 7. Zawiera warianty psychologiczne, w paru momentach zmusza do myślenia, w innych wywraca mózg do góry nogami. 
Chodzi o to, że w pewnym momenie Mara tak bardzo gubi się w swojej prywatnej rzeczywistości, że nie wie już, co jest prawdą, a co nie. Ostatecznie zostajemy wciągnięci w wir powikłań i absurdu, zastanawiając się razem z nią, czy to naprawdę się wydarzyło, czy znów było tylko nieistotnym przerywnikiem istniejącym tylko w jej głowie. Schemat wygląda mniej więcej tak:
 prawda -> nieprawda -> nieprawda -> prawda -> nieprawda -> skonfundowanie. 
Mara zmienia swoje zdanie bardzo szybko i zostawia nas z parą wylatującą przez uszy, próbujących dociec, czy to się w końcu stało czy nie. Co do niektórych sytuacji nadal nie jestem pewna, mimo, że przeczytałam to od deski do deski.
Muszę się jednak przyznać, że mimo iż odkładałam tę pozycję już od bardzo dawna, kiedy w końcu naszła mnie ochota na jej przeczytanie, zaczęłam o ósmiej wieczorem, a skończyłam o drugiej nad ranem. Nie umiałam się oderwać i kiedy myślałam, że będę mogła skończyć z następnym rozdziałem, okazywało się, że byłam w błędzie.
Podobały mi się wciśnięte między niektóre rozdziały odnośniki do przyszłości, które krok po kroku ujawniały nam, co tak naprawdę stało się przed wielką przeprowadzką.
To na pewno specyficzny rodzaj książki, inny niż wszystko, co do tej pory czytałam. Mimo z pozoru banalnej fabuły z czasem przeradza się w coś interesującego. Troszeczkę zawiodła mnie końcówka, choć ostatnim zdaniem autorce udało się mnie zaskoczyć. Z chęcią sięgnę po drugi tom, może nawet w niedalekiem przyszłości. Ogólny werdykt: polecam. Po przeczytaniu tej lektury dwa razy zastanawiam się, zanim powiem, że to ja jestem nienormalna.
~ Luck 

P.S. Zwiastun dla zainteresowanych.
P.P.S WIELKA PROŚBA. Razem z Just bardzo prosimy o komentarze. Mamy co prawda licznik wyświetleń, ale co nam z niego, skoro nie wiemy, co sądzicie o naszych recencjach i czy naprawdę je czytacie. Wszystkie błędy, zastrzeżenia, uwagi zostawiajcie w komentarzach. Chciałybyśmy wiedzieć, czy to pisanie ma sens, czy wszyscy trafiają tu przypadkowo, szukając blogów o pingwinach. Wasza opinia wiele dla nas znaczy :)









0 komentarze:

Prześlij komentarz